Magia skoków w Zakopanem

- Będzie nowy dzień, temperatura spadnie, wiatr ucichnie, wszystko będzie inaczej - uspokajał Adam Małysz. Wyniki piątkowych kwalifikacji do niedzielnych zawodów indywidualnych na Wielkiej Krokwi poważnie zaniepokoiły kibiców i dziennikarzy. Polscy skoczkowie wydawali się zdecydowanymi faworytami sobotniej drużynówki. Przecież Kamil Stoch jest wiceliderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a Piotr Żyła i Dawid Kubacki są tuż za nim. W dodatku Kubacki wygrał ostatnie zawody w Predazzo, Stoch dwa razy stawał na podium. No i magia Zakopanego to dodatkowy bodziec dla Polaków.

W kwalifikacjach wszystko poszło jednak na opak. Kubacki był 10. Stoch bardzo spóźnił skok i wylądował dopiero na 21. miejscu. Żyła był 40., ocierając się o nieszczęście, tuż za nim lądował Maciej Kot. Takimi skokami w dzisiejszych zawodach drużynowych Polacy na pewno nie wygrają. A może nawet nie doskoczą do podium.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej