Komplet Polaków w konkursie, Aleksander Zniszczoł konkurencję (no, nie całą)

W kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego wystartowało 66 zawodników, w tym - prawem gospodarza - aż 11 Polaków. Do zawodów awansował każdy z nich.

Tomasz Pilch, zapowiadany jako 12. z podopiecznych Stefana Horngachera, musiał zrezygnować ze startu z powodu zbyt silnego przeziębienia.

Noty za styl wystawiali sędziowie ze Szwajcarii, Słowacji, z Niemiec, Polski i Japonii. Od godziny 17 obowiązywać zaczęła żałoba narodowa po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, więc organizatorzy zrezygnowali z oprawy muzycznej przy skoczni.

Eliminacje na Wielkiej Krokwi rozpoczął Przemysław Kantyka, 22-latek urodzony w Gilowicach, dobrze znanych kibicom pięściarstwa - stamtąd pochodzi bowiem Tomasz Adamek. Z 12. platformy startowej młody skoczek uzyskał 115 m. Po nim wystartował Andrzej Stękała, o rok starszy zawodnik AZS-u Zakopane. Poleciał na odległość 107,5 m. Klemens Murańka także nie przeskoczył Kantyki (113,5), zrobił to natomiast 19-letni Paweł Wąsek, który skoczył 119,5 m. Jego z kolei na prowadzeniu szybko zmienił Aleksander Zniszczoł, lądujący 3,5 m za punktem konstrukcyjnym (125 m) skoczni im. Stanisława Marusarza, czterokrotnego uczestnika igrzysk olimpijskich i podporucznika Armii Krajowej. 24-latek, jeszcze bez punktów Pucharu Świata w tym sezonie, po swojej próbie mógł być pewien, że w niedzielę będzie walczył o drugą serię konkursu. Pokazał też trenerowi kadry, że warto wziąć go pod uwagę przy ustalaniu składu na jutrzejszy konkurs drużynowy. Wiadomo - trójka: Stoch, Kubacki, Żyła, jest nie do ruszenia, ale czwarte miejsce w ekipie wciąż było wolne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej