Przypadkowy widz piątkowego meczu w Melbourne mógłby uznać, że dla 31-letniej Szarapowej czas zatrzymał się w miejscu. Potężne serwisy, atomowe forhendy, towarzyszące im charakterystyczne jęki i ryki oraz eksplozja radości i donośne „Come on!” po co lepszych zagraniach. A na koniec promienny uśmiech spod tenisowego daszka i blond włosów spiętych w kucyk oraz całusy słane wiwatującym widzom.

To tylko pozory. Po dyskwalifikacji za stosowanie dopingu Rosjanka wciąż nie może wrócić na tenisowy szczyt. W ciągu 21 miesięcy od wznowienia kariery wzięła udział w 20 turniejach, ale triumfowała zaledwie w jednym i do tego prowincjonalnym – w Tiencinie w Chinach. Poza tym uciułała trzy półfinały, w rankingu WTA nie wzbiła się ponad 21. miejsce, dziś jest 30. W Melbourne każde spotkanie rozgrywa na jednym z głównych kortów, bo tłumy niezmiennie walą na jej mecze drzwiami i oknami. Jednak zwycięstw z tenisistkami z najlepszej dziesiątki rankingu odnosi niewiele. Częściej za to przegrywa z niżej notowanymi rywalkami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej