– To wyróżnienie. Z inicjatywą wyszedł Łukasz, w drugą stronę kiepsko by to wyglądało. Widocznie oglądał Igę w kwalifikacjach i uznał, że da sobie radę. Córka się zgodziła, a on poszedł do dyrektora turnieju i poprosił o dziką kartę – mówi Tomasz Świątek.

Polacy potrzebowali dzikiej karty, bo Świątek nie ma żadnych punktów w rankingu deblowym, a to one decydują o przyjęciu do turnieju miksta. Debel męsko-żeński nie jest specjalnie popularny. W zawodowym tenisie rozgrywa się go wyłącznie podczas Szlemów, na igrzyskach oraz w turniejach pokazowych (np. Puchar Hopmana). Zgłaszają się do niego zazwyczaj najlepsi debliści i deblistki, a także młodzi tenisiści zbierający doświadczenie.

Z 32 miejsc w drabince miksta w Australian Open osiem przeznaczono dla duetów z dzikimi kartami. Siedem przyznano parom w pełni bądź w połowie australijskim. Polacy zostali więc wyróżnieni. W negocjacjach Kubotowi pomogło zapewne to, że w 2014 roku triumfował w Melbourne w deblu w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej