Do małej salki konferencyjnej z kilkoma Polakami wparowało ich kilkunastu. Chcieli się dowiedzieć, kto przez ponad półtorej godziny ośmieszał na korcie ich sportowego herosa. Z ulgą przyjęli wyjaśnienia 23-letniego Majchrzaka (ATP 176), że tenisowy świat nie stanął na głowie – po prostu zagrał dwa najlepsze sety w karierze. Na więcej nie starczyło mu sił i poddał mecz w piątym secie przy stanie 6:3, 7:6 (8-6), 0:6, 2:6, 0:3.

Japończycy przyszli tłumnie na konferencję, bo z internetu za dużo o Majchrzaku dowiedzieć się nie mogli. Choć przed kilkoma laty mieścił się w dziesiątce najlepszych juniorów świata, zderzenie z zawodowym tenisem było dla niego bolesne. W połowie 2017 r. zatrzymał się na końcu trzeciej setki na świecie. Szukał formy, wiary w siebie, a także pieniędzy na wyjazdy na turnieje. Rozważał zakończenie kariery, ale z nowym trenerem Tomaszem Iwańskim postanowili spróbować jeszcze raz. Pod jego okiem Majchrzak zadebiutował w turnieju ATP, awansował o ponad 100 miejsc w rankingu oraz przebił się do pierwszego w karierze Szlema.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej