2 stycznia 2017 roku. Pogodny, śnieżny dzień w Lans nad Innsbruckiem w pensjonacie Isserwirt, gdzie stacjonują polscy skoczkowie podczas zawodów na Bergisel. W Turnieju Czterech Skoczni sytuacja jest dramatyczna. Po dwóch niemieckich konkursach Kamil Stoch wyprzedza Stefana Krafta o zaledwie 0,8 pkt. Austriak szykuje się do ataku na swoich skoczniach.

Stefan Horngacher wydaje zakaz rozmów z zawodnikami. Sam zgadza się na wywiad, w którym tłumaczy, że perspektywa pracy ze Stochem, wtedy dwukrotnym mistrzem olimpijskim, nie była główną motywacją do przyjęcia posady w Polsce. Austriak wskazuje na piątą pozycję w TCS Piotra Żyły i ósmą Macieja Kota. Dawid Kubacki i Stefan Hula zamykają drugą dziesiątkę. Zdecydowanie odstają tylko Jan Ziobro i Klemens Murańka.

O Kubackim Horngacher mówi, że pracuje nad zmianą paraboli lotu. Za wysoko wychodzi z progu i za wolno połyka w powietrzu kolejne metry, przez co w końcówce spada jak kamień na zeskok.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej