„Choruję na cukrzycę i mam neuropatię cukrzycową, która powoduje ciągły ból w moich rękach i stopach. Muszę codziennie przyjmować silne środki przeciwbólowe. Koszty tych leków są kolejnym obciążeniem. Głęboka depresja, lęki, napady paniki towarzyszą mi codziennie. Szukam pomocy, aby móc stanąć na nogi, spłacić zobowiązania, odnaleźć siebie sprzed lat” – napisała na portalu Zrzutka.pl blisko 38-letnia Wróbel. Planowała zebranie 20 tys., w poniedziałek po południu miała sześć razy więcej. Już w niedzielę na Twitterze dostała propozycję pracy od ministra sportu Witolda Bańki. – Teraz najważniejsze jest to, by wyszła do ludzi i pozwoliła sobie pomóc – mówi prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów Mariusz Jędra, który zna Wróbel z reprezentacji.

„Nie czuję się lepsza od innych”

– Te łzy? Pół na pół, trochę ze szczęścia, trochę z żalu. Wynik mógł być lepszy. Ale nieee, cieszę się z brązu. Porażka byłaby wtedy, gdybym nie zdobyła medalu – mówiła Wróbel po zdobyciu brązowego medalu na igrzyskach w Atenach 2004 r. Cztery lata wcześniej w Sydney sięgnęła po srebro. Jest jedyną polską sztangistką, która założyła medal olimpijski, stawała też na podium mistrzostw świata i Europy. Polka była jedną z pierwszych gwiazd tej dyscypliny (kobiece ciężary debiutowały na igrzyskach w 2000 r.), startującą w najbardziej efektownej wadze superciężkiej. Zdarzało się, że wyrywała 130 i podrzucała 162 kg.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej