W niedzielę niskie noty za styl w pierwszej serii nie przeszkodziły Kubackiemu jej wygrać najdłuższym skokiem – 129,5 m. Ryoyu Kobayashi tracił do Polaka 1,8 pkt. Japończyk wygrał sześć poprzednich konkursów PŚ i w niedzielę w Predazzo był zdecydowanym faworytem. W Bischofshofen w zawodach kończących Turniej Czterech Skoczni Ryoyu atakował z czwartej pozycji po pierwszej serii. I zdecydowanie wygrał, przeskakując także Kubackiego. Wtedy Polak był drugi, wciąż czekał na pierwsze zwycięstwo w karierze. Przyszło tydzień później, w Predazzo, miejscu szczególnym dla Polski.

Sześć lat wcześniej Kubacki odniósł tam swój pierwszy międzynarodowy sukces – brąz MŚ w drużynie. W sobotę był drugi za Kobayashim, ale daleko od zwycięstwa. Japończyk miał ponad 26 punktów przewagi.

Ale w niedzielę Polak w drugiej serii nie przestraszył się szansy. Kobayashi oddał jeden z najgorszych skoków w sezonie, zaledwie 18. w drugiej serii, i w sumie skończył konkurs na szóstym miejscu. A Kubacki po prostu znów skoczył najlepiej ze wszystkich. W czasie kiedy machał rękami z zachwytu nad pierwszym w karierze zwycięstwem, Adam Małysz płakał. Przed kamerami TVP nie był w stanie powstrzymać łez. On przecież w Predazzo zdobył dwa tytuły mistrza świata. Jako dyrektor PZN też mógł być wzruszony ze względu na bajeczne wyniki dwóch dni startów Polaków we Włoszech, które dawały w klasyfikacji generalnej drugie, trzecie i czwarte miejsce Stochowi, Piotrowi Żyle i Kubackiemu. Polacy, choć w tym sezonie nie wygrali do niedzieli ani razu, aż 14 razy byli na podium i od soboty liderują w Pucharze Narodów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej