Ubiegły piątek. Przedstawiciele Towarzystwa Sportowego „Wisła” informują, że dług piłkarskiej spółki wynosi już ponad 40 mln zł, a na koncie jest... 51 tys.

Wtorek. Przed siedzibą klubu przy ul. Reymonta stoją radiowozy. Policjanci przeszukują lokale należące do działaczy, wchodzą m.in. do mieszkania byłej prezes Marzeny Sarapaty.

Tak dogorywa piłkarska Wisła, ta sama, która szastała pieniędzmi na najdroższych polskich piłkarzy, a na krajowym podwórku na długo uciekła konkurencji – w XXI wieku zdobyła siedem tytułów mistrza Polski – i dobijała się na europejskie salony. Legenda płaci za niegospodarność na patologiczną skalę i intensywny romans z bandytami.

Wisła Kraków. Sygnały ostrzegawcze

Nasilały się przez lata.

Jesień 2017 roku. Dziesiątki dzieci w drodze na trening dzień w dzień mijają złowrogie graffiti: na kamiennym tronie kostucha, niżej groby z wyrytymi nazwami innych klubów. Graffiti jest wymalowane na tzw. nowej hali TS „Wisła”.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej