Al-Araibi uciekł z kraju w 2011 r. Wcześniej brał udział w protestach, które wybuchły na fali arabskiej wiosny. Został aresztowany, twierdzi, że był torturowany. Kiedy wyszedł, uciekł do Australii. W 2014 r. został w Bahrajnie zaocznie skazany na dziesięć lat więzienia za zdemolowanie posterunku policji. Al-Araibi twierdzi, że w czasie, w którym według aktu oskarżenia miał niszczyć posterunek, rozgrywał mecz. Wydający wyrok sędzia należy do rządzącej krajem rodziny królewskiej.

Po wyjeździe do Australii Al-Araibi wielokrotnie krytykował bahrajńskie władze, wytykał szefowi azjatyckiej federacji piłkarskiej (i wiceprezydentowi FIFA) Salmanowi al-Khalifie, że nie reagował, gdy w 2011 r. władze zorganizowały obławę na sportowców uczestniczących w protestach. Według niego kilku piłkarzy reprezentacji było torturowanych, niektórzy do dziś nie wyszli z więzień, choć protesty skończyły się w 2014 r. Al-Khalifa to też członek rodziny królewskiej, leżącego na ropie naftowej kraiku w Zatoce Perskiej. Osiem lat temu szefował bahrajńskiemu związkowi piłkarskiemu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej