Był oschły, szorstki i chamski

– Bije, jakby zakładał rogi, a nie rękawice – pisał Norman Mailer, gdy Foreman w 1973 r. przeczołgał po ringu Joe Fraziera i został mistrzem świata wagi ciężkiej.

Tak jak Sonny Liston wcześniej i Mike Tyson później „Big George” wręcz terroryzował przeciwników. – Nie podam ci ręki na powitanie, bo – jak widzisz – trzymam ją w kieszeni – powiedział kiedyś do Mailera. Młody Foreman był oschły, szorstki i chamski. Ufał tylko porzuconym psom, które zgarniał z ulicy i trzymał na podwórzu.

Gdy przyjechał do Zairu (dzisiaj Demokratyczna Republika Konga) na walkę wszech czasów z Muhammadem Alim, planował szybko skończyć karierę mistrza. – Byłem pewien, że dwie rundy mi wystarczą. A miałem gwarantowane za to 5 mln dol.! – wspominał niepokonany wtedy Foreman, który wcześniej spośród 40 pokonanych rywali tylko trzech nie znokautował.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej