Piotr Żyła opowiada, że najbardziej drobiazgowa analiza rywala nie jest dobrą metodą, by samemu lepiej skakać.

Piotr Żyła i niepotrzebna analiza

Tak, naśladownictwo nie zawsze popłaca, ale podczas Turnieju Ryoyu Kobayashi stał się obiektem wielu analiz. Trener Włochów Łukasz Kruczek zwracał uwagę na refleks Japończyka, który najszybciej w stawce wychodzi z progu i przyjmuje sylwetkę optymalną do szybowania w powietrzu. – On już leci, gdy jego rywale dopiero układają się do lotu – mówił.

Adam Małysz usłyszał w Bergisel, że Ryoyu porównywany jest do niego. „Ryoyu Małysz? Nieźle!” – zaśmiał się. Ale to tylko trochę śmieszne. Ryoyu – jak Małysz – zaczął od kombinacji norweskiej. Poświęcił się skokom całkowicie, kiedy jako 16-latek, czyli junior, wygrał z seniorami wspólne zawody na skoczni w Nayoro.

Jeszcze w Innsbrucku młodszemu z braci Kobayashich (oprócz starszego o pięć lat Junshiro jest starsza o dwa lata siostra Yuka i ona również skakała) zagrażał Markus Eisenbichler. Po dwóch konkursach w Oberstdorfie i Ga-Pa Niemiec tracił zaledwie 2,3 pkt. Już jednak widać było, że Ryoyu nie da się pokonać w Turnieju, choć wyzwanie kręciło Kamila Stocha. – Jasne, że da się go dopaść. Tylko jeszcze nie wiem jak – mówił Stoch przed wyjazdem do Oberstdorfu. Niestety, wyjeżdżając z Bischofshofen, mógł powtórzyć to samo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej