O pogoni za Niemcem Markusem Eisenbichlerem i Norwegiem Andreasem Stjernenem trzykrotny mistrz olimpijski mówić nie chciał. Powiedział, że nie spojrzy nawet na klasyfikację generalną. W weekend będzie skupiony na skokach w Bischofshofen, gdzie Turniej się zakończy. Tylko katastrofa mogłaby odebrać triumf 22-letniemu Ryoyu Kobayashiemu. Jego przewaga nad Eisenbichlerem wzrosła w Innsbrucku do 45,5 pkt. Japończyk ma olbrzymią szansę na to, by – tak jak Sven Hannawald w 2002 r., a ostatnio Kamil Stoch – wygrać wszystkie konkursy.

Zawody na skoczni Bergisel były dramatyczne, choć tym razem nie ze względu na pogodę. Prognozy dotyczące śnieżycy i silnego wiatru się nie potwierdziły. Zawodnicy rywalizowali w dobrych warunkach. Stoch skakał już w drugiej parze, na początku zawodów, co jest dla niego nowością. Ale 126,5 m w dobrym stylu dało Polakowi znakomitą pozycję wyjściową.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej