To ma być ten sezon Liverpoolu. Ten, w którym po 29 latach oglądania triumfów klubów z Manchesteru i Londynu ekipa z Anfield odzyska mistrzostwo Anglii. Piłkarze Jürgena Kloppa mają za sobą świetną pierwszą połowę sezonu. Do czwartku 17 meczów wygrali, trzy zremisowali, stracili tylko osiem goli. Trener Manchesteru City Pep Guardiola kilka dni temu powiedział, że Liverpool jest dziś najlepszą drużyną w Europie.

W czwartek lider Premier League jednak się od tytułu oddalił. Co z tego, że oddał więcej celnych strzałów (5:4), częściej dryblował i dośrodkowywał, skoro skuteczniejsi byli gospodarze.

Pierwszego gola w Manchesterze mógł jednak strzelić Liverpool. Jeszcze przed przerwą Sadio Mané trafił w słupek, po chwili doszło do zamieszania i piłkę z linii bramkowej w ostatniej chwili wybił John Stones. Powtórki pokazały, że brakowało centymetra, by piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej