Dziesięć dni temu fundusze inwestycyjne Alelega i Noble Capital Partners Ltd. zawarły z dotychczasowym właścicielem Wisły – Towarzystwem Sportowym – umowę, według której miały spłacić ok. 12 mln zł długów klubu. To warunek przejęcia drużyny.

Wszystko wskazuje na to, że nie został spełniony, choć plotki o przesłaniu pieniędzy na konto Wisły krążyły po Krakowie. Wiarygodność przelewu (chodzi o wątpliwości co do zgodności podpisów na potwierdzeniu z oryginałami) podważa Rafał Wisłocki, członek zarządu TS-u i szef akademii Wisły. TS w oświadczeniu z soboty domaga się od nowych właścicieli wyjaśnień. Jeśli nie będą satysfakcjonujące, akcje spółki mogą wrócić do Towarzystwa, które w dwa i pół roku wpędziło Wisłę w olbrzymie kłopoty finansowe.

Umowa miała być ratunkiem dla Wisły. Plany sięgały walki o Ligę Mistrzów i współpracy z Manchesterem City. Ale drużyna pogrążyła się w chaosie. Wiarygodnych informacji o inwestorze z Kambodży Ly Vannie (Alelega) i ze Szwecji Matsie Hartlingu (NCP) jest niewiele. Nie lubią rozmawiać z mediami, a Vanna jest – jak to określił Adam Pietrowski, ich polski przedstawiciel – „wrażliwy na światło i kamery”. Po wizycie u prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego próbował odgrodzić się od dziennikarzy parasolem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej