W cyklu „2018 w sporcie” piszemy o fatalnym czasie polskiej piłki i świetnym reprezentacji siatkarzy, która po złocie mundialu zostanie jeszcze wzmocniona. Zastanawiamy się też, co nas czeka w 2019 r. Wszystkie teksty przeczytacie tu.

Siatkówka od zawsze była inna i wciąż dziwaczeje. Tkwi w permanentnym bałaganie, trzyma się prowizorki, toleruje zatruwające zdrową rywalizację regulaminowe absurdy. Nawet w Polsce, która słusznie uchodzi za organizacyjny wzorzec i konkurencja próbuje wiele tutejszych wynalazków kopiować, co rusz zderzamy się z dezorientującymi paradoksami.

Oto Bartosz Kurek, czyli główny bohater mundialu, który we wrześniu wydatnie zasłużył się dla obronienia przez Polaków złota – można go bezpiecznie nazywać jednym z najlepszych na świecie – w połowie grudnia był bezrobotny. Bo pechowo wybrał klub. Związał się ze Stocznią Szczecin, która za pieniądze spółki skarbu państwa chciała znienacka wystrzelić na szczyt nie tylko krajowy, tymczasem prędko okazała się niewypłacalna. I zanim zatrudnione tam gwiazdy zaczęły porządnie zbijać, rzuciły się do ucieczki. Kurek ewakuował się do Warszawy.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej