Dariusz Wołowski: Co pan zrobił z tym zdezelowanym fiatem 126p, który prezes PZN Apoloniusz Tajner nazwał kiedyś symbolem biedy w polskich skokach? Podobno widział pana stojącego na poboczu drogi w Wiśle i próbującego uruchomić gruchota.

Adam Małysz: Podarowałem "malucha" ojcu, a on go jeszcze sprzedał. Szkoda. Byłaby pamiątka, a "maluch" znacznie zyskałby na wartości. Rzeczywiście było kiedyś w polskich skokach biednie. Teraz niewiele jest reprezentacji, którym musimy zazdrościć. Nasi kadrowicze mają wszystko. Dogoniliśmy świat, a w niektórych aspektach nawet przegoniliśmy.

Bułka i banan to był wybór czy konieczność wynikająca ze stanu polskich skoków na przełomie wieków?

Wybór. I były naprawdę smaczne.

Jada pan je jeszcze?

W święta nie. Ale jadłem ostatnio w Pjongczangu, kiedy dopadły mnie emocje olimpijskie.

Wygrał pan TCS w 2001 r. Kolejna edycja startuje 30 grudnia. Jak zmieniły się prestiżowe zawody przez dwie dekady?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej