Wstaje bardzo wcześnie rano. Robi trening, który dokładnie rozpisał mu trener. Rygorystycznie przestrzega zaleceń dietetyczki. Jak ma być łosoś, to – broń Boże – zamienić go na tuńczyka! Jak w planie treningowym ma 123 minuty, to będzie 123. Wie wszystko o sprzęcie i jego składzie chemicznym. Mógłby napisać doktorat na temat wyników sportowych swoich, swoich kumpli i profesjonalistów. W dziesięć minut wyłoży zagadnienia z zakresu fizjologii, biomechaniki i całej biochemii związanej z jego działalnością sportową.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej