"Mówią: jak bolą, to uciąć. A ja spróbuję inaczej" - napisała Hojnisz w instagramowej relacji w środę wieczorem, pedałując na rowerku stacjonarnym. Nogi bolą, bo początek biatlonowego sezonu jest bardzo intensywny. W Pokljuce Hojnisz przebiegła w sumie 38,5 km, z czego 32,5 km w ciągu czterech dni. Gdy zawodniczki spudłują kilka strzałów, mogą sobie trochę odpuścić, ale Polka miała o co walczyć do końca w każdym starcie.

Odpoczynek był krótki. W tym tygodniu w cztery dni pokona kolejne 23,5 km. Mimo zmęczenia nie straciła formy. W czwartkowym sprincie była piąta, choć sama mówi, że ze wszystkich startów ten odpowiada jej najmniej. Po prostu wytrzymałość ma lepszą niż szybkość.

Ale największym jej atutem jest skuteczność. W czwartek znów nie pomyliła się ani razu w dziesięciu strzałach. Także w pozycji stojącej, gdzie wiele rywalek straciło swoje szanse na dobre miejsce. Hojnisz też do niedawna nie czuła się mocna w tym elemencie, dlatego intensywnie pracowała nad nim z trenerką Nadią Biełową przed sezonem. Praca przyniosła szybkie efekty. Hojnisz zawiodła tylko raz, w biegu pościgowym w Pokljuce, gdy w emocjach przybrała na strzelnicy starą pozycję. Pisała potem na Facebooku, że popełniła przedszkolny błąd. W czwartek mierzyła długo - oddanie 10 strzałów zajęło jej minutę i trzy sekundy, o 23 s więcej niż najszybszej Włoszce Dorothei Wierer - ale skutecznie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej