Norweski mistrz biegów narciarskich szczególnie upodobał sobie swych sąsiadów, Szwedów. Kpił z nich, nabijał się, twierdził, że nawet biegacze z Andory prezentują wyższe umiejętności niż oni, nie darował nawet szwedzkiemu królowi, którego przedrzeźniał. Krzyczał do króla po wygranych zawodach, by patrzył i uczył swoich podwładnych, jak się wygrywa, tak aby przestali być takimi niedojdami.

Uważał, że sportowa walka toczy się nie tylko na trasie i stadionie, ale także poza nim – to również pojedynek psychologiczny przed i po wyścigach. Prowadził go z dużą zawziętością, a gdy przychodziło do rywalizacji ramię w ramię, był utrapieniem wszystkich biegaczy. Cynicznie wykorzystywał rywali, przyczepiał się niemal do ich pleców, by skorzystać z ich wysiłku, nie wahał się używać w walce łokci i kijków.

Petter Northug jeździł po alkoholu

W Stanach Zjednoczonych skazano go za jazdę samochodem pod wpływem, na dodatek do 1,65 promila alkoholu we krwi dołożył także składanie fałszywych zeznań. Dopiero po czasie przyznał się, że ledwo stał na nogach, gdy wsiadał za kierownicę. Także w Trondheim w Norwegii pijany rozbił o słupek swoje audi 7.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej