Ostatnie zdanie napisał znakomity autor biografii Alego i kilku innych ważnych książek David Remnick, korespondent „Washington Post” w Moskwie w czasach upadku ZSRR, zdobywca Nagrody Pulitzera, obecnie naczelny „New Yorkera”. Był wstrząśnięty, gdy oglądał schorowanego pięściarza wszech czasów próbującego przetrwać w ringu z Trevorem Berbickiem.

Kilkanaście lat wcześniej Berbick nie trafiłby Alego ani razu, nawet gdyby walczyli w windzie. Ale w ostatnich rundach pojedynku w Nassau, stolicy Bahamów, 27-letni Jamajczyk okładał wielkiego mistrza jak worek treningowy. – Wyglądało to tak, jakby król jechał na wygnanie na przyczepie jakiejś rozklekotanej ciężarówki ze śmieciami – opisywał Hugh McIlvanney, szkocki dziennikarz sportowy. – Nawet najlepsi biali lekarze przyznają, że jestem zdrowy – przekonywał wcześniej w swoim stylu 39-letni Ali po dwumiesięcznych testach na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Konsylium złożone z 30 lekarzy orzekło, że może walczyć, choć pięściarz mówił już tak, że trudno go było zrozumieć. Prawie każdy stan USA odmawiał mu licencji bokserskiej. Prawie, bo w końcu ugięła się Karolina Południowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej