- Mentalnie nie jesteśmy gotowi na porażkę w tym finale - przyznał przed rewanżowym meczem w prasie hiszpańskiej prezes Boca Juniors. Daniel Angelici do ostatniej chwili walczył o walkowera dla swojej drużyny. Ale władze Conmebol, a także trybunał arbitrażowy ds. sportu w Lozannie uznały, że nie ma podstaw do tego, by dyskwalifikować River Plate. Była to decyzja zgodna z duchem sportu, przecież rozstrzygnięcie finału Copa Libertadores przy zielonym stoliku byłoby klęską dla futbolu. Ponieważ awantury przed rewanżem, który miał się odbyć dwa tygodnie temu, wydarzyły się przed stadionem El Monumental, trudno było uznać, że obciążają wyłącznie klub.

Co do rangi wydarzenia podobnego zdania jak aktualny prezes Boca, był poprzedni, dziś prezydent Argentyny Mauricio Macri, który przewidywał, że pokonani w tym finale będą wychodzić z traumy dwie dekady. Widać było, że stawka paraliżuje piłkarzy, stres bierze górę nad rozsądkiem. Serca trudno było im jednak odmówić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej