Gdy w połowie listopada światowa federacja ogłosiła najnowszy ranking reprezentacji, spełniły się najgorsze obawy. Nasza drużyna została sklasyfikowana na 26. miejscu – najwyższym, które nie zapewnia udziału w kwalifikacjach do igrzysk w 2020 roku w Tokio. W turnieju wystartuje bowiem 12 zespołów, a zapewniony udział ma tylko gospodarz. O pozostałe 11 miejsc będą rywalizować 24 kraje, a że Japonia jest szósta, to ostatnim szczęśliwcem z szansami na start w igrzyskach została zajmująca 25. pozycję Kuba.

Ale jak to bywa w siatkówce, dopóki nie zaczną się rozgrywki, zawsze coś się może zmienić. A to regulamin, a to obsada turnieju, bo znienacka ktoś dostaje – czytaj: zazwyczaj kupuje – dziką kartę. Już miesiąc temu pojawiły się informacje, że nie wszystkie drużyny sklasyfikowane przed Polską staną na starcie eliminacji. Kilka dni temu PZPS zakomunikował, że nasza drużyna jednak zagra w turnieju interkontynentalnym. Zamiast kogo? Nie wiadomo, bo oficjalne źródła milczą. Prawdopodobnie chodzi o Kubę, która zgodnie z zasadą serpentyny, według której ustalane są grupy, trafiła na Serbię, Tajlandię i Portoryko.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej