To największy sukces Hojnisz od 2013 roku, gdy zdobyła brąz mistrzostw świata w biegu ze startu wspólnego w Novym Mescie. To też największy sukces w polskim biathlonie od ponad dwóch lat. Ostatnią zawodniczką na podium była Krystyna Guzik, która w lutym 2016 r. była druga w Canmore i trzecia w Presque Isle.

Sukces Hojnisz jest niespodzianką, bo ostatni sezon miała nieudany, w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 2017/18 zajęła dopiero 83. miejsce. Tylko w dwóch biegach zajęła miejsce w najlepszej czterdziestce punktującej w PŚ. Forma przyszła jedynie na igrzyska. W Pjongczangu Hojnisz była szósta na 15 km, a więc tym samym dystansie, na którym była druga w czwartek.

To najdłuższy dystans kobiecy i jedyny, na którym za każde pudło do czasu zawodniczki dodaje się karną minutę (w krótszych pokonuje się rundę karną). Hojnisz ruszyła na trasę z 47. numerem i od początku dobrze biegła. Kolejne celne strzelania przesuwały ją w klasyfikacji. Po pierwszym była 22., po drugim już szósta, po trzecim objęła prowadzenie. Długo wydawało się, że nawet jedno pudło na ostatnim strzelaniu może nie odebrać jej zwycięstwa. Aż do momentu, gdy na strzelnicy pojawiła się startująca z numerem 94. Ukrainka Julia Dżyma. W biegu była wolniejsza, ale nie chybiła ani razu. Po czterech strzelaniach prowadziła o 15 s. Polka czekała już wówczas na mecie i patrzyła, czy Dżyma nie osłabnie. Początkowo wydawało się, że tak się dzieje. Na punkcie pomiarowym zlokalizowanym 1,3 km przed metą przewaga Ukrainki spadła do dwóch sekund. Na ostatnim odcinku Dżyma zachowała jednak więcej sił niż Polka. Na mecie wygrała z przewagą 5,9 s.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej