Kolejny mroźny i wietrzny dzień igrzysk w Pjongczangu. Faworytki pudłują w sztafecie i nieoczekiwanie po trzech zmianach Krystyna Guzik zmienia się z Weroniką Nowakowską na pierwszym miejscu. Sensacyjne olimpijskie złoto? Nie – zaledwie siódme miejsce, bo pudła i słabszy bieg spychają Polki o sześć pozycji w dół.

To prawdopodobnie jedyny obrazek, jaki kibice zapamiętali z ostatniego sezonu biathlonistek. Bo były głównie łzy i żal – z powodu braku formy w najważniejszej imprezie w karierze oraz przez drwiny internetowych hejterów. Możliwe jednak, że to, co najważniejsze, zdarzyło się już po igrzyskach. W marcu 20-letnia Kamila Żuk zdobyła dwa złote medale i jeden srebrny na juniorskich mistrzostwach świata, a potem w Oslo wywalczyła pierwsze punkty w PŚ w rywalizacji z elitą.

Tylu juniorskich sukcesów nie miał nawet najwybitniejszy polski biathlonista, wicemistrz olimpijski z Turynu Tomasz Sikora. To zresztą on pierwszy uwierzył w Żuk i przez kilka lat prowadził ją w kadrze juniorskiej. – Wypatrzyłem ją, gdy miała 16 lat, i już wtedy dostrzegłem w niej wielki talent – wspominał. Chwalił też ambicję i pracowitość.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej