Michał Szadkowski: Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa. To kolejne losowanie, po którym słychać wyłącznie entuzjazm.

Zbigniew Boniek: Ale gdzie? Ja jestem spokojny, podchodzę do wyników z pokorą. Zadowolony byłem cztery lata temu, gdy w eliminacjach Euro 2016 dostaliśmy Niemców, Szkotów, Irlandczyków. Bo wiedziałem, że Polacy są mocni, gdy nie czują się faworytami. Gdy się nim czują, zaczynają się dramaty, zawsze mamy z tym jakiś kłopot. I nie mówię tylko o piłce nożnej.

Po losowaniu mundialu w Rosji ostrzegałem, tłumaczyłem, że na mistrzostwach świata nie da się wylosować łatwej grupy. Nikt mnie nie słuchał, odpadnięcie w fazie grupowej nie wchodziło w rachubę, wszyscy zastanawiali się, z kim zagramy w 1/8 finału. Nie popełniajmy znów tego samego błędu.

Technicznie jesteśmy, rzecz jasna, faworytami, bo byliśmy losowani z pierwszego koszyka. Ale jednocześnie żaden mecz wyjazdowy nie będzie łatwy. Dla nikogo. Wszyscy rywale potrafią grać na własnych stadionach, każdemu sprawią kłopoty. Dlatego musimy być przygotowani, skoncentrowani i jednocześnie pewni siebie. Znam się trochę na piłce, potrafię ocenić wartość zespołu, wiem, jaka jest nasza reprezentacja. Wiem, że w optymalnych okolicznościach możemy wygrać z każdym, a w złych – z wieloma zespołami przegrać. Różnica między naszym najlepszym a najgorszym meczem jest gigantyczna. Musimy zrobić wszystko, by te widełki były jak najmniejsze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej