Do dziesiątej partii zakończonego w środę meczu o mistrzostwo globu usiadł z podbitym okiem – skutek zderzenia z norweskim dziennikarzem podczas gry w piłkę, którą relaksował się w dniu wolnym. Telewizja publiczna z jego kraju potraktowała uraz z należytą powagą, zamartwiając się, czy bohater narodowy nie będzie musiał zażyć środka przeciwbólowego. Bo jeśli tak, to może wpaść w tarapaty. Przecież Carlsen sam mówił, że w trakcie trzytygodniowego meczu niezależnie od okoliczności nie weźmie do ust nawet tabletki nasennej. – Nie pogrywam ze swoim mózgiem – wyjaśnił.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej