Sportowo mecz rozczarował. Choć Francuzi mają w pierwszej setce ATP trzykrotnie więcej reprezentantów niż Chorwaci (odpowiednio: dziewięciu i trzech), to żaden w obecnej formie nie mógł zagrozić Marinowi Ciliciowi (ATP 7) i Bornie Coriciowi (ATP 12). Kapitan reprezentacji Francji Yannick Noah zaryzykował i obok Lucasa Pouille’a (ATP 32) i Jeremy’ego Chardy’ego (ATP 40) powołał Jo-Wilfrieda Tsongę (ATP 259), który stracił niemal cały sezon z powodu kontuzji kolana. Gospodarzom miał pomóc wybór nawierzchni ziemnej. Liczyli, że Cilić nie zdąży się do niej przystosować po rozgrywanym na twardych kortach Mastersie.

Noah szalał, Francja przegrała

Już po piątkowych meczach szanse Francuzów na obronę tytułu spadły niemal do zera, bo Chardy przegrał w trzech setach z Coriciem, a Tsonga z Ciliciem. Od 1939 roku żaden finalista nie odrobił strat od stanu 0-2. Nadzieje przedłużyła sobotnia wygrana gospodarzy w deblu. W niedzielę Noah znów zagrał pokerowo, zastępując Chardy’ego wypoczętym Pouille’em, ale jego Cilić także pokonał 3:0 i Chorwaci zaczęli świętować drugi triumf w historii, pierwszy od 13 lat.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej