Żegnał świat porzucającą tenis Agnieszkę Radwańską, która wzruszała bajecznym stylem gry, i witał wracającego do Formuły 1 Roberta Kubicę, który wzrusza opowieścią o kierowcy tak genialnym jak nadludzko zdeterminowanym, drwiącym z prześladujących go sił natury.

Kto wsłuchiwał się w hołdy składane tenisistce, musiał stracić przekonanie, że to przede wszystkim wynik idzie w świat, że najważniejsze to wygrać, a o stylu – jakiż kretyński komunał! – jutro nikt nie będzie pamiętał.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej