– W rozwoju naszych karier jest sporo podobieństw. Mam nadzieję, że mnie prześcignie. Szczerze mu tego życzę – mówił Djoković po finale. Pewnie kurtuazyjnie, choć jego słowa oddają rosnące w środowisku oczekiwanie na nowe gwiazdy. A te od lat nie rozbłyskują.

Dominacja Federera, Rafaela Nadal i Djokovicia nie ma precedensu w historii dyscypliny. Spośród 60 ostatnich szlemów wzięli 50. Ostatnio po trzy triumfy uzbierali Andy Murray i Stan Wawrinka, a po jednym Juan Martin del Potro i Marin Cilić.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej