Wojna wybuchnie w piątkowe popołudnie. Potrwa przynajmniej do 26 listopada i będzie się składać z co najmniej 12 wielogodzinnych, wycieńczających bitew. Jeśli nie wystarczą, rozstrzygnie dzień partii dogrywkowych, już szybkich lub błyskawicznych. Zwycięzca otrzyma 60 proc. puli nagród – miliona euro powiększonego o zyski z pay-per-view, biletów i reklam.

Pretendent nazywa się Fabiano Caruana, ale Norweg woli go nazywać „komputerem” lub „absolutnie najgorszym możliwym przeciwnikiem”. Amerykanin włoskiego pochodzenia wyrósł na przeciwieństwo samego siebie, bo rodzice zaciągnęli go do szachownicy, by wyleczyć z hiperaktywności. Klocki Lego i origami nie wystarczały – dzieciak nie był w stanie skupić się na żadnej lekcji. Dzisiaj Caruana, jak przekonuje jego trener Rustam Kasimdżanow, potrafi osiągnąć poziom koncentracji nieludzki, niedostępny dla nikogo innego w światowej czołówce. Dlatego pracy mózgu „nie zakłóca mu żaden psychiczny hałas jak strach przed porażką albo żal z powodu przegapionych wcześniej w partii okazji do zwycięskich zagrań”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej