Wojna wybuchnie w piątkowe popołudnie. Potrwa przynajmniej do 26 listopada i będzie się składać z co najmniej 12 wielogodzinnych, wycieńczających bitew. Jeśli nie wystarczą, rozstrzygnie dzień partii dogrywkowych, już szybkich lub błyskawicznych. Zwycięzca otrzyma 60 proc. puli nagród – miliona euro powiększonego o zyski z pay-per-view, biletów i reklam.

Pretendent nazywa się Fabiano Caruana, ale Norweg woli go nazywać „komputerem” lub „absolutnie najgorszym możliwym przeciwnikiem”.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej