To najsilniej obsadzona i zarazem najbardziej pasjonująca grupa w Lidze Mistrzów 2018/19. A także coraz bardziej zaskakująca. Po czterech kolejkach szanse na awans zachowuje nawet ostatnia w tabeli Crvena Zvezda Belgrad, która miała poprzegrywać wszystko, a dzisiaj sensacyjnie pokonała Liverpool – i do lidera traci ledwie dwa punkty.

Dla nas powinna to być również grupa najbardziej wyjątkowa. Niestety, polscy piłkarze znaczą w Napoli coraz mniej. I to pomimo zaufania, jakim obdarzył ich trener – Arkadiuszem Milikiem od początku sezonu obsadzał środek ataku, a Piotra Zielińskiego lansował dodatkowo w publicznych wypowiedziach, obiecując, że wypędzi z niego nieśmiałość i nakłoni do odgrywania pierwszoplanowej roli.

Nic z tego. Im dłużej trwa sezon, tym częściej Carlo Ancelotti traci cierpliwość. Albo ogranicza ich czas gry, albo pomija przy wyborze podstawowego składu na hitowe mecze. Dostrzegł, że Polacy, którzy wystartowali bardzo dobrze, z każdym tygodniem mają skromniejsze zasługi dla ofensywnych wysiłków drużyny, co szczególnie wyraźnie widać w elementarnych statystykach. Milik wprawdzie wcisnął w piątek gola w meczu z Empoli, ale miał on minimalne znaczenie – strzelony w 90. minucie tylko delikatnie upiększył efektowną wygraną (5:1). A wcześniej napastnik reprezentacji Polski czekał na bramkę aż 36 dni!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej