Czarna seria ciągnie się już od 15 meczów – żaden uczestnik Ligi Mistrzów nie czeka na wygraną dłużej. A im więcej spada na Monaco nieszczęść, tym szybciej przybywa kolejnych. Także pozaboiskowych.

Nad Kamilem Glikiem nie ma co się specjalnie znęcać, on tylko wkomponowuje się w przygnębiający krajobraz. FC Brugge –  skazywane na ostatnie miejsce w grupie – wydawało się idealnym rywalem na przełamanie, ale gospodarze już w inauguracyjnym kwadransie przyjęli dwa gole.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej