Dariusz Wołowski: 41-letni Fin Janne Ahonen właśnie trzeci raz zakończył karierę skoczka.

Adam Małysz: Kiedy o tym usłyszałem, pomyślałem „po raz trzeci i oby ostatni”. Szkoda, bo to wielki zawodnik, a schodzi ze skoczni w chwili, gdy nikt o tym już nie chce pamiętać. Zamiast wielkiego święta jest westchnienie ulgi, które nie pasuje do tego, co osiągnął. Pięć razy wygrał Turniej Czterech Skoczni, zdobył 19 medali igrzysk i mistrzostw świata. Legenda. Jedyny błąd, jaki popełnił, to ten, że za długo nie umiał się pogodzić z upływem czasu.

Poczucia humoru mu nie brak. Ogłaszając, że odchodzi, powiedział, że spieszy o tym powiadomić wszystkich Finów, którzy się za niego ostatnio wstydzili. Uspokaja, że wciąż będzie skakał, ale już nie w zawodach.

– Kiedy skoczek przedłuża karierę, bo latanie na nartach wciąż sprawia mu frajdę, wszystko jest ok. Jeśli jednak za jego uporem stoją względy finansowe lub brak pomysłu na przyszłość, to już znacznie gorzej. Cztery lata młodszy od Ahonena Simon Ammann wahał się, co zrobić. Wydawało się, że będzie startował tylko do igrzysk w Pjongczangu, ale wciąż nie rezygnuje. Bardzo mnie to cieszy, jeśli Simon wciąż odczuwa na skoczni przyjemność. Starty dają adrenalinę, trzymają w reżimie treningowym, niektórzy to po prostu kochają. Jeśli jednak Simon trwa z innych powodów, mogę mu tylko współczuć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej