W jednodniowym wyścigu Rund um Köln wzięło udział 4500 kolarzy - zawodowców, amatorów i weteranów. Szurkowski startował w grupie amatorów powyżej 60. roku życia. - To było kilka kilometrów przed metą - opowiedział „Rzeczpospolitej” trzykrotny mistrz świata. - Szeroka ulica i niesamowite tempo. Około 40 km/godz. Zbliżaliśmy się do wysepki. Większość kolarzy jechała prawą stroną, ale dwóch przede mną chciało prawdopodobnie ominąć wysepkę z lewej. Sczepili się kierownicami i w ułamku sekundy leżeli obydwaj. Kraksa. Niby nic specjalnego, ale nie miałem szans. Fiknąłem nad kierownicą, uderzając twarzą w asfalt. Najpierw wpadło na mnie dwóch kolarzy, a potem kilkunastu, a może i kilkudziesięciu. Słyszałem szczęk rowerów, krzyk i sygnał karetki.

72-letni mistrz od razu trafił do szpitala. Pierwsza diagnoza: uszkodzony rdzeń kręgowy i czterokończynowe porażenie. Szurkowski w ciągu dwóch dni przeszedł dwie operacje kręgosłupa, a kilka dni później rekonstrukcję twarzy, która trwała ponad siedem godzin. Po dwóch miesiącach pobytu w niemieckiej klinice rehabilitacyjnej wrócił do kraju i kontynuował leczenie w ośrodku w Konstancinie, gdzie nadal przebywa. Jeśli uda mu się zebrać potrzebne środki finansowe, jego dalszą rehabilitacją zajmą się specjaliści z nowoczesnego uzdrowiska w Kamieniu Pomorskim, które wyposażone jest w bardzo zaawansowane urządzenia technologiczne, takie jak egzoszkielet i lokomat. - To najważniejszy i najtrudniejszy wyścig w jego życiu - powiedziała „Rz” Iwona Szurkowska, żona mistrza świata amatorów z Barcelony z 1973 r..

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej