Kiedy latem przenosił się z Zenita Kazań do Sir Safety Perugia, witano go porównaniami do Cristiano Ronaldo. A prezes Gino Sirci do tego stopnia wierzył w uwodzicielską moc urodzonego na Kubie 25-latka, że widział w nim żywą atrakcję turystyczną, która ściągnie do hali fanów z całych Włoch – wymyślił pakiety łączące bilet na mecz ze zwiedzaniem regionu.

Nikt jednak nie przypuszczał, że Wilfredo León, wybrany właśnie na siatkarza października, wystrzeli aż tak wysoko i tak potężnie.

Rozegrał w Serie A pięć meczów i za każdym razem ogłaszano go najbardziej wartościowym zawodnikiem, m.in. w hitowych starciach z Trento (3:1) i Lube Civitanova (3:0) – albo przez Lega Volley, albo w rankingu prestiżowym Trofeo Gazzetta (ostatnie spotkanie). W klasyfikacji punktowej zajmuje „ledwie” trzecie miejsce, za Kubańczykiem Fernando Ramosem i Marokańczykiem Mohamedem Hachdadim, głównie dlatego, że Perugia triumfuje zbyt łatwo i spotkania trwają krótkie – pod względem średniego dorobku na set León nie ma już konkurencji. Absolutnym liderem pozostaje też wśród serwujących – przyłożył już rywalom 24 asami, tymczasem następni w kolejności Serb Aleksandar Atanasijević (kolega z zespołu) i Bułgar Todor Skrimow uzbierali ich ledwie 14. Kolos. Naturalizowany Polak przeciwników nie ogrywa, on ich wręcz niszczy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej