Na początku lipca powrót Serba na szczyt wydawał się nieprawdopodobny. Djoković wciąż budował formę po operacji łokcia, którą przeszedł w lutym. Wcześniej ręka bolała go od miesięcy, ale obawiał się operacji i odwlekał ją w nieskończoność. W lipcu Djoković był zatem 21. tenisistą w rankingu ATP i tracił do prowadzącego Rafaela Nadala ponad 7 tys. punktów. To więcej niż dostaje się za wygranie trzech Szlemów.

Od lipca Djoković jest nieomal nie do pokonania. W cztery miesiące wygrał 31 meczów, przegrał dwa.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej