Przynajmniej tyle czytamy z mowy ciała Paula Pogby, najdroższego gwiazdora najbardziej dochodowej drużyny świata, który ucieleśnia jej specyfikę – i francuski rozgrywający, i cały Manchester United odnoszą spektakularne sukcesy marketingowe, stale poszerzając wpływy w mediach społecznościowych, a równocześnie przepotężnie rozczarowują sportowo. Naprawdę przepotężnie. Miniony sezon w lidze angielskiej zmęczyli haniebne 19 punktów za sąsiadami z City, a w bieżącym grzęzną w połowie tabeli; wiosną w Lidze Mistrzów oberwali u siebie od Sevilli, a jesienią nie wkopali gola Valencii, by następnie skulić się pod naporem Juventusu; z Pucharu Ligi poprzednio pozwolili się wyrzucić drugoligowemu nie wiadomo komu z Bristol, a teraz przerosła ich konfrontacja z równie niezidentyfikowanym drugoligowym Derby County.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej