To pierwszy taki przypadek, odkąd kończące sezon mistrzostwa WTA odbywają się w obecnej formule. Osiem najlepszych zawodniczek sezonu rywalizuje w dwóch grupach - Białej i Czerwonej - grając mecze każda z każdą. Po sześciu dniach do półfinałów awansowały zawodniczki rozstawione z numerami pięć-osiem (Stephens, Elina Switolina, Karolina Pliskova i Kiki Bertens), a odpadły teoretyczne faworytki: Kerber, Karolina Woźniacka, Naomi Osaka i Petra Kvitova. Teoretyczne, bo czołówka w kobiecym tenisie dawno nie była tak wyrównana. A pod koniec trwającego 10 miesięcy sezonu niespodzianki stały się normą. W Singapurze w 12 meczach grupowych jedynie cztery zakończyły się zwycięstwami tenisistek, którym większe szanse dawali bukmacherzy.

W kobiecym tenisie od dwóch sezonów panuje bezkrólewie. W ośmiu ostatnich Szlemach triumfowało osiem różnych zawodniczek, kolejno: Serena Williams, Jelena Ostapenko, Garbine Muguruza, Stephens, Woźniacka, Simona Halep, Kerber i Osaka. W tym czasie prowadzenie w rankingu WTA zmieniało się dziewięciokrotnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej