– To była jazda bez trzymanki – tak Dawid Kort, pomocnik Wisły, skomentował drugą połowę niedzielnego spotkania z Legią Warszawa. Połowę pełną wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji, których pierwsza część meczu zupełnie nie zwiastowała. Krakowianie wybiegli na boisko w stolicy nieco wystraszeni, błyskawicznie stracili gola i dali się zdominować Legii. A po przerwie, po raz kolejny w tym sezonie, wyszli na murawę zupełnie odmienieni: w ciągu pięciu minut wyszli na prowadzenie, a trzy punkty dopiero w 90. minucie zabrał im Carlitos. Ale nawet wtedy, już przy stanie 3:3, o włos od zwycięskiego gola był napastnik Wisły Zdenek Ondrášek.

Ekstraklasa zdążyła już przyzwyczaić, że jak mało która liga ucieleśnia piłkarski banał, wedle którego każdy może wygrać z każdym. W meczach Wisły nawet jak na standardy naszej ligi dzieją się jednak rzeczy niecodzienne. Spotkanie w Warszawie nie było wyjątkowe – podobnych emocji krakowianie dostarczają kibicom regularnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej