Kiedy Krzysztof Piątek – 14 goli w 10 meczach sezonu, najskuteczniejszy obecnie gracz w Europie – przebywał na zgrupowaniu reprezentacji kraju, jego rynkowa wartość dynamicznie rosła. Od 20 mln euro na początku tygodnia, przez 40 mln w środku, po 60 mln w weekend. Tyle przynajmniej krążyło w mediach.

Aż z szumu informacyjnego wyłonił się konkret. – Rozmawiałem już z prezesem [Enrico] Preziosim, rozmawiałem też z agentem Piątka. I spotkamy się ponownie – ujawnił Aurelio De Laurentiis, producent filmowy i właściciel wicemistrza Włoch, który opłaca już dwóch polskich zawodników. Na rozgrywającego Piotra Zielińskiego wyłożył 16 mln, za napastnika Arkadiusza Milika zapłacił 35 mln (najkosztowniejszy w historii piłkarz z naszego kraju). Teraz znów ma oferować kwotę równą rekordowej.

Ona jednak zapewne nie wystarczy, ponieważ w licytacji uczestniczy coraz więcej klubów, Preziosi twierdzi wręcz, że czuje się oblężony. Hiszpańska prasa donosi, że Barcelona rozważa kandydaturę 23-letniego Piątka na rezerwowego dla 31-letniego Luisa Suáreza; wyspiarze piszą o wstępnym zainteresowaniu Liverpoolu oraz Chelsea; właściciela Napoli próbują uprzedzić Juventus i Roma. Dlatego szefowie Genoi, którzy generalnie trudnią się intensywnym importem i eksportem, już nawet nie udają, że spróbują Polaka zatrzymać na dłużej niż rok. Przysięgają co najwyżej, że nie pozwolą mu odejść zimą. – Od tygodni przylatuje do nas mnóstwo skautów, zwłaszcza z Hiszpanii i Niemiec. Dzwonią też telefony. Ale kibice nacieszą się Piątkiem do końca sezonu. Ceny transferu nie podajemy, cenę kreują jego występy – mówi dyrektor sportowy Giorgio Perinetti.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej