Selekcjoner, który może spaść

Jerzy Brzęczek miesiąc temu debiutował udanie, remis 1:1 w Bolonii rozbudził nadzieje na to, że w Lidze Narodów reprezentacja powalczy o coś więcej niż utrzymanie. Później przyszedł jednak słaby sparing z Irlandią (1:1) i czwartkowa porażka z Portugalią. Poza pierwszymi minutami (o tym za chwilę) był to słaby mecz reprezentacji, w którym nawet Robert Lewandowski nie przypominał siebie samego. Rzucony na skrzydło kapitan reprezentacji nie miał ani jednej szansy na strzelenie gola, podobnie było zresztą z pozostałymi polskimi piłkarzami. Efekt jest taki, ze stawką niedzielnego meczu z Włochami na Stadionie Śląskim będzie utrzymanie w Lidze Narodów. Brzęczkowi grozi zatem, że zostanie pierwszym selekcjonerem reprezentacji Polski, który spadnie do niższej ligi.

Pułapka Brzęczka

Selekcjoner bardzo chciał w czwartek zaskoczyć rywali. Dlatego wymyślił, że jego drużyna zacznie mecz bardzo intensywnie, postara się jeszcze przed przerwą strzelić gola. Plan się sprawdził, spowodował, że przez kilkanaście minut Portugalczycy wyglądali na bezsilnych. Twardo grający pressingiem Polacy przerywali akcje rywali już pod polem karnym Rui Patricio, goście nie byli w stanie sklecić akcji ofensywnej. To była pułapka zastawiona na Portugalczyków. Zanim goście się zorientowali, przegrywali już po golu Krzysztofa Piątka. Owszem, padł on po rzucie rożnym, ale był efektem pracy całej drużyny. Planu wystarczyło jednak na kilkanaście minut, potem go zabrakło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej