Równą popularnością politycy PiS cieszyć się mogą chyba tylko na partyjnych wiecach. W środę na Stadionie Narodowym Bańka przez kilka minut pozował do selfie z kolejnymi zawodnikami. – Trzeba przyznać, że minister sportu to nam się udał – mówił chwilę wcześniej Piotr Gliński, pewnie nieświadomie podważając kompetencje innych PiS-owskich ekspertów. Szef resortu kultury pojawił się na Narodowym, bo to on odpowiada za Polską Fundację Narodową, która finansuje projekt „Team 100”. PFN dysponuje milionami ze spółek skarbu państwa przeznaczonymi w założeniu na promocję kraju – w praktyce kompromituje się na każdym kroku. Sfinansowała billboardy szkalujące sędziów i planowała dać 20 mln złotych Mateuszowi Kusznierewiczowi na rejs dookoła świata. Wymyślony przez Bańkę program „Team 100” podobnych kontrowersji nie budzi, a kosztuje o połowę mniej.

Założenie jest proste. Wyselekcjonować najlepszych młodych sportowców i wesprzeć kwotą 40 tys. zł rocznie. – To był największy problem polskiego sportu w ostatnich latach. Traciliśmy utalentowanych zawodników z przyczyn finansowych. W pewnym momencie kończyli karierę. Ten projekt ma sprawić, by młodzi mogli spokojnie trenować, a nie myśleć o finansach – mówił Bańka. Początkowo program adresowany był do zawodników od 18 do 23 lat. Najlepsi piłkarze czy siatkarze w tym wieku podpisują atrakcyjne finansowo kontrakty, ale reprezentanci mniej popularnych dyscyplin często decydują się iść na studia lub do pracy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej