Bo Vital Heynen drużynę rozszerzył i zakamuflował

Wielu zdezorientowanych ekspertów martwiło się, że belgijski selekcjoner działa tak, jakby postanowił wszystko robić na odwrót, wbrew regułom sztuki – niezależnie od obserwowanych skutków. Nadzwyczaj szybko ogłosił czternastkę zawodników, których zabierze na mundial (co miało ich rozleniwić przez wyeliminowanie wewnętrznej rywalizacji na zgrupowaniu), i co mecz wystawiał kompletnie inny skład (co mogło wprowadzać chaos). Pomysł stał się klarowny dopiero na mundialu. Pierwsza decyzja pozwoliła podwładnym Heynena spokojnie skupić się na wykonywaniu jego poleceń i pracy nad sobą, nie ćwiczyli podszyci niepokojem, czy zasłużą na wyjazd na mistrzostwa. Druga natomiast otrzaskała wszystkich, co do jednego, z graniem przeciw poważnym rywalom. Na turniej finałowy Ligi Narodów w ogóle nie poleciał kapitan Michał Kubiak, a w decydującym meczu z USA nie zagrał Bartosz Kurek. Wprawiali się natomiast do wielkiej siatkówki młodzi Artur Szalpuk, Aleksander Śliwka czy Jakub Kochanowski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej