Może broniącym tytułu Polakom wręcz nie wypada zrzekać się władzy? W tym sporcie ostatnio dzieje się tak, że kto bierze złoto mundialu, ten prędko go nie oddaje. Włosi zgarnęli wszystkie trzy w latach 90. Brazylijczycy – wszystkie trzy w poprzedniej dekadzie.

Polacy mają w niedzielny wieczór szansę wziąć drugie w bieżącej dekadzie. Została jeszcze tylko jedna, już naprawdę ostatnia bariera do sforsowania, i to niekoniecznie potężniejsza niż amerykańska, która została wysadzona w powietrze w półfinale. Została Brazylia – pokonana w finale przed czterema laty w katowickim Spodku.

Jeśli półprzytomny z ekstazy kibic nie całkiem rozumie, jak doniosłego Polacy dokonali wyczynu, służę uprzejmie. Pamiętacie czasy mitycznej drużyny Huberta Wagnera, która zdobyła nasze pierwsze mundialowe złoto? Cztery lata później nasi – już pod innym przywództwem – siatkarze zlecieli na ósme miejsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej