16 października 1968 r. Tommie Smith był skazany na przełamywanie barier. Po porywającym finiszu w finale 200 m pobił rekord świata, a także został pierwszym, który przebiegł ten dystans poniżej 20 s. 19,83 – ten wynik miał przetrwać w tabelach rekordów 11 lat. Okazało się, że było to zaledwie preludium do wydarzenia, które miało naznaczyć życie 24-letniego lekkoatlety.

Medaliści: złoty Smith, brązowy – jego kolega z kadry – John Carlos i srebrny Australijczyk Peter Norman zafundowali światu ceremonię dekoracji, która zapisała się w historii.

Smith był siódmym z dwanaściorga dzieci czarnego robotnika zatrudnianego przy zbiorach bawełny w Teksasie. Ciężką pracę miał we krwi, sport był rozrywką. Kiedy zaczął startować w zawodach, ojciec obiecywał mu, że jeśli wygra, w sobotę dostanie wolne. Gdy na poważnie zajął się sportem, koledzy zdumieni jego szybkością, siłą i wytrzymałością, pytali, ile czasu spędza na siłowni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej