Na pierwszy rzut oka sytuacja jest jasna. UEFA, podsumowując obie kandydatury, wyżej oceniła niemiecką bazę stadionową, treningową, transportową (autostrady i lotniska) oraz hotelową. Turcji dodatkowo wytknęła brak planu gwarantującego przestrzeganie podczas turnieju praw człowieka.

Doświadczenie pokazuje jednak, że sporządzane miesiącami raporty oceniające kandydatury bywają niewarte funta kłaków. Przed wyborem gospodarza MŚ w 2022 r. spece z FIFA zmasakrowali kandydaturę Kataru, niemal wprost napisali, że piłkarskich igrzysk rozegrać się tam nie da. A – jak wiadomo – w przyszłym roku zaczną się już eliminacje do pierwszego mundialu nad Zatoką Perską.

Dla piłkarskiej centrali nieważne jest bowiem ani to, ilu dziennikarzy wsadził do więzienia Erdogan (na koniec ubiegłego roku za kratami siedziało 262), ani to, czy kibice będą mieli jak dojechać na stadion. Turniej ma się UEFA opłacić. A przyjmując to kryterium, rywalizacja o Euro 2024 staje się bardziej wyrównana.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej