UEFA takie mecze chce całkiem zlikwidować, bogaci mają grać tylko z bogatymi. Ale takie mecze wciąż czasami się zdarzają.

Nawet sami Luksemburczycy twierdzą, że do europejskich rozgrywek pasują słabo. – Jesteśmy trochę dziwną drużyną. Niektórzy mają etat w innej firmie, więc czasami spóźniają się na mecz. Muszą zdążyć po wyjściu z pracy – opowiadał włoskiej telewizji Sky bramkarz Landry Bonnefoi.

Mówił prawdę. Nazywanie jego klubu półamatorskim byłoby przesadą, ale nie aż tak wielką. Ośmiu piłkarzy faktycznie rankami zarabia na życie gdzie indziej, generalnie Dudelange zatrudnia na etatach absolutnie minimalny personel – zawodników, trenerów, ogrodnika oraz asystenta piorącego stroje. Całą administracją zajmują się ochotnicy. Na swoim stadionie grać w Europie nie mogą, bo obiekt nie spełnia standardów. Rocznie mają na działalność 2,5 mln euro, tymczasem wspomniany Higuain, czyli największy gwiazdor rywali, pobiera 9,5 mln za sezon. Zresztą aż dziesięciu piłkarzom Milanu kontrakty gwarantują zarobki wyższe niż wszystkie pieniądze Luksemburczyków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej