Jeżeli choćby śnisz o pokonaniu mnie, to natychmiast się obudź i przeproś – mógłby powiedzieć do swojego rywala Anthony Joshua (21-0, 20 KO), największa gwiazda światowego boksu. Mógłby też, znów powtarzając za Alim, ogłosić przed pojedynkiem, w której rundzie znokautuje Powietkina (34-1, 24 KO). Prawie dwumetrowy Brytyjczyk jest o 10 lat młodszy od Rosjanina, o 10 cm wyższy, a zasięg ramion ma prawie o 20 cm dłuższy. Na 21 walk aż 20 skończył przed czasem i zdobył tytuły mistrzowskie prawie wszystkich najważniejszych organizacji pięściarskich na świecie (pas WBC ma Amerykanin Deontay Wilder). Jest takim faworytem, że trzeba by ryzykować cały majątek, aby w miarę dobrze na tej walce zarobić. Bukmacherzy płacą tylko kilka groszy za każdą złotówkę postawioną na zwycięstwo Joshui.

Uwaga, Putin patrzy

A jednak pojedynek budzi wielkie zainteresowanie. Bo trudno znaleźć dwóch tak różnych pięściarzy? Bo Powietkin to naprawdę mocne chłopisko, które gołymi rękami udusiłoby niedźwiedzia? A może dlatego, że walczy Rosjanin z Anglikiem? Promotor Joshui, Eddie Hearn, skupił się na tej ostatniej kwestii. – Anthony walczy nie tylko z Powietkinem, ale również z Putinem i całym rosyjskim rządem – wypalił. – Bo dla nich to misja. Mocno pobić Brytyjczyka i zabrać mu pasy mistrzowskie. Pewnie dostanie przed walką sporo telefonów od moskiewskich notabli – kontynuował.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej