W siatkówce mówi się, że kto zagrywa, ten wygrywa, a mocne serwy to potężna broń nawet u potencjalnie słabszych rywali, jakimi dla Polaków byli Kubańczycy. Jeśli drużyna nie potrafi na nie odpowiedzieć w podobny sposób, ma kłopoty, tak jak obrońcy tytułu w trzecim i na początku czwartego seta.

Vital Heynen jest trenerem niekonwencjonalnym, o czym mogliśmy się przekonać już w Lidze Narodów, kiedy w żadnym z 17 meczów nie wystawił takiej samej szóstki. Jeśli ktoś myślał, że to już koniec eksperymentów, to musiał zmienić zdanie, gdyż w pierwszym spotkaniu mistrzostw świata zamienił pozycjami Damiana Wojtaszka i Bartosza Kwolka. Ten pierwszy przyjechał do Warny jako libero, ale przeciwko Kubie zagrał jako skrzydłowy, Kwolek zaś został zmiennikiem Pawła Zatorskiego. Selekcjoner chciał się zabezpieczyć przed największym atutem rywali, jaką była zagrywka. Dzięki temu w krytycznych sytuacjach na boisku mogło być dwóch nominalnych libero, co i tak nie uchroniło Polski przed kłopotami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej